Get Adobe Flash player

Zgodziła się Pani być jedną z bohaterek projektu „Założę czerwone spodnie”, Pani wypowiedź zobaczymy w filmie dokumentalnym o tym samym tytule, który demaskuje stereotypy dotyczące kobiet dojrzałych. Co dla Pani jest teraz „czerwonymi spodniami”?

Te stereotypy mówią, że pewnych rzeczy już w naszym wieku nie wypada robić, nie wypada założyć np. czerwonych spodni. Przy okazji tego wydarzenia zwróciłam uwagę, że jednak dużo kobiet w starszym wieku chodzi w czerwonych spodniach. Część kobiet nie boi się „poszaleć”, jeśli chodzi o ubiór, o zewnętrzność.

02

Teraz jestem gotowa na wszystko, czerwone spodnie to już właściwie pestka (śmiech). Znajomi mówią, że spokojnie mogłabym być anarchistką. Protestuję, manifestuję, jeżdżę na rowerze z flagami, jestem tam gdzie „walka”.

Niewiele jest rzeczy, które by mnie ograniczały. Na stare lata można robić wszystko o czym się marzyło – bo właśnie teraz już można, bo mało czasu, bo „z górki” i trzeba się spieszyć. Owszem, jest problem, że mogą tego nie zaakceptować dzieci, albo można usłyszeć „odbiło jej na stare lata”, albo „nie wyszło jej z życiem rodzinnym to teraz pcha się w działania społeczno-polityczne”.

Moja wnuczka Ula mówi: „Babcia, ty jesteś na każdej manifestacji”, to już oczywiste w mojej rodzinie. Nie jestem typową babcią, która siedzi w domu, wychowuje wnuki, gotuje, piecze ciasta i ogląda seriale telewizyjne choć takie babcie są mile widziane. Z wnuczkami szyjemy ubranka dla lalek na Strajk Kobiet…

Działalność społeczno-polityczna jest dla mnie działaniem sprawczym. Mam nadzieję, że może w ten sposób coś się uda zmienić w świecie pełnym niesprawiedliwości i nierówności społecznych, że dokładam swoją cegiełkę do budowania lepszego świata.

Coraz więcej  jest kobiet seniorek, które chcą robić coś dla siebie. Prowadziłam zajęcia plastyczne dla seniorek z art-recyklingu w Warsztacie Warszawskim i widziałam z jaką radością kobiety dojrzałe odkrywają w sobie talenty plastyczne.

Też aktorskie. Fascynuje mnie teatr, teraz jestem związana z teatralnym projektem „Scena dla Twardziela”, który na warsztat bierze opresje dotyczące pojęcia męskości i kobiecości. Ten teatr dla uciśnionych angażuje widzów, którzy wchodząc w interakcję próbują wpłynąć na trudne losy głównego bohatera. Zaczęłam od teatru seniorek, grałam też w bardzo ważnym społecznie spektaklu „Gwałt.Głosy” w Teatrze Powszechnym.

Bardzo często w tych wszystkich środowiskach jestem jedną z najstarszych osób, przez co czuję się młoda. Wśród młodych zapomina się o wieku. Ograniczeniem może być sprawność fizyczna, czego doświadczyłam w performansie „ Rekonstrukcja Okrągłego Stołu”- projekcie Grzegorza Laszuka z Komuny Warszawa – jako grupa stolarzy i stolarek m.in. wchodziliśmy często na stoły i wtedy poczułam, że jestem „sprawna inaczej”…

Kiedyś bałam się różnych rzeczy, że sobie nie poradzę, nie wierzyłam w siebie, wydawało mi się, że jestem nieodpowiednia, niekompetentna, niezdolna. Na starość człowiekowi mija wiele kompleksów.

Jestem osobą bardzo aktywną, a właściwie myślę, że całe życie nią byłam mimo zahamowań i  nieśmiałości ciągnęło mnie do społecznego działania. Kiedy byłam dzieckiem mieszkaliśmy na osiedlu, gdzie było dużo dzieciaków, których rodzice pracowali. Zawsze coś organizowałam np. teatry, zabawy a dzieci chętnie mnie słuchały.

Kiedy mieszkałam na wsi (więcej na ten temat w filmie „Założę czerwone spodnie), nie do końca mogłam się spełniać. Musiałam mieć akceptację męża na to co robię albo narażać się na kłótnie. Pamiętam chciałam pomóc organizować w szkole izbę regionalną a mąż był na mnie za to wściekły, bo sam gromadził dużo regionalnych przedmiotów i nie chciał, żeby trafiały w inne miejsca. Takie przykłady ograniczania mojej wolności mogłabym mnożyć…

Przez 20 lat naszego wspólnego życia, nie potrafiłam powiedzieć dość, to już koniec. Dopiero kiedy umarła miłość, kiedy pozostał mi już tylko strach, wróciłam do Warszawy. Wtedy zobaczyłam swój ogromny bunt i bardzo chciałam poznać środowiska feministyczne, żeby zacząć walczyć o prawa kobiet. Na stare lata odzyskałam bezkompromisową, młodzieżową butę i chęć do walki. Ze swoimi transparentami biegałam na manify i parady. Stałam z tymi swoimi hasłami pod platformą feministek, chciałam, żeby mnie zauważyły i wzięły ze sobą. Po latach okazało się, że widziały, zauważyły, a nawet rok temu Basia Nowacka przysłała mi zdjęcie, na którym widać jak samotnie stoję z tym swoim transparentem. Kiedy kupiłam sobie komputer świat mi się otworzył – jestem w Zielonych, poznałam wytęsknione środowiska feministyczne. Naprawdę marzenia się spełniają.

Co jest teraz dla Pani największym wyzwaniem?

Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Może nie nazwę tego wyzwaniem ale sfera seksualności ludzi starszych jest pewnym tabu, choć ja nie boję się o tym mówić. Stawiane są nam granice, dotyka nas ostracyzm, że my starzy już nie powinniśmy w ogóle poruszać tego tematu, mówić, kochać.

Współpracowałam z teatrem seniorek –  przygotowałyśmy scenki z naszego życia, ja wymyśliłam scenkę, w której mam plakat z hasłem „Więcej seksu dla seniorek”. Bardzo się to wszystkim podobało, a widzowie, którymi były głównie osoby starsze byli zachwyceni, fotografowali się z nim. Później poszłam z tym hasłem na manifę i też był bardzo przyjazny odbiór uczestników. Niestety hejt jaki za tym poszedł pod zdjęciami na facebooku był niewiarygodny. Autorami byli młodzi ludzie… przemoc słowna była porażająca.

Pani przepis na dobre samopoczucie osoby dojrzałej?

Zdrowie, chęć życia, miłość do ludzi – za dużo w nas wzajemnej złości a często bezinteresownej nienawiści. Lubię ludzi, być wśród nich, wciąż poznawać nowych.

Mieć dach nad głową i pieniądze na godne życie bo bieda poniża, obiera godność. Samodzielność też daje dobre samopoczucie.

Wsparcie najbliższych bardzo pomaga.

Brakuje mi ciągle czasu, chciałabym mieć go więcej, bo tak się zaangażowałam w działalność społeczno-polityczną, że mam bardzo mało czasu na swoje prace plastyczne.

Czasem marzę,  żeby mieć swoją pracownię i zająć się tylko malowaniem, bo wciąż mam dużo pomysłów, a potem racjonalizuję, że przecież ja bym się strasznie sama nudziła. Bardzo chciałabym zrobić podobny cykl jak malarstwo na betonie „Współuzależniona miłość”, bo to było bardzo ważne w moim życiu i twórczości.

Przyjeżdżając do Warszawy myślałam, że coś tu scalę w relacjach i układach rodzinnych, ale okazuje się,  że choroba alkoholowa niszczy tak dramatycznie, że nawet rozstanie nie pomoże ani wieloletnia terapia.

W filmie „Założę czerwone spodnie” mówi Pani, że jedną z rzeczy, które chciałaby Pani jeszcze zrobić to zorganizowanie wspólnego obiadu, z byłymi mężami, ich rodzinami, żonami, wnukami? Po co Pani takie spotkanie?

Bo to jest strasznie fajne, że się miało trzech mężów i fajnie jest utrzymywać z nimi i ich rodzinami, dziećmi, żonami kontakty – a my nawet lubimy się na swój sposób. Z mężem, z którym było mi najtrudniej teraz rozmawiamy, choć zajęło nam to sporo czasu. Na weselu córki śpiewaliśmy po góralsku – czyli trójka moich dzieci (mają piękne mocne głosy), ja i drugi mąż ; szkoda, że trzeci wyszedł wcześniej bo z pewnością też by z nami śpiewał…

Na chwilę jesteśmy na tym świecie i tylko na chwilę jak napisała Wisława Szymborska i warto te chwile tworzyć…

 

Elżbieta Hołoweńko wystąpi w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”, który pokazuje historię dziesięciu kobiet, których nie ogranicza wiek.

Projekt  współfinansowany jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.