Get Adobe Flash player

Posts Tagged ‘Założę czerwone spodnie’

Mówi o sobie, że jest emerytką, pedagogiem, nie uważa się za celebrytkę.

Zawodowo pracowała z młodzieżą po wyrokach sądowych, z problemami psychicznymi. Była dyrektorką ośrodka dla tzw. trudnej młodzieży. Muzyka zawsze była dla niej odpoczynkiem. Teraz muzyka to jej pasja. 77-letnia Wirginia Wika Szmyt kalendarz ma wypełniony do lutego przyszłego roku. Na imprezach dla różnych grup wiekowych jest DJ-ką, gra house, elektro, tango, disco polo, a jeśli trzeba piosenki religijne. Gra sama albo z didżejami młodymi i starszymi. Jest didżejką nocnych młodzieżowych imprez, sylwestrów do rana, albo plenerowych imprez na placach miast. Mieszka w Warszawie, ale gra w całej Polsce i za granicą.

1

Mówi, że na emeryturze może sobie pozwolić na własne życie i wie co jest dla niej dobre. Nie czuje się stara. Jej działania napędza ciekawość życia, nie metryka. Jest przekonana, że młody duch, radość i optymistyczne podejście do życia i ludzi daje siłę, zwiększa odporność.

Po przejściu na emeryturę zaczęła robić to o czym od dawna marzyła, zajęła się muzyką. Propozycja pracy w klubie seniora dała jej możliwość działania – założyła kabaret poetycko-muzyczny, potem kabaret „Viagra”. W sali klubu organizowała imprezy biorące pod uwagę potrzeby osób dojrzałych – spotkania z psychologiem przeplatane zabawami tanecznymi. Już wtedy przełamywała stereotyp starszej kobiety, której nie wypada samej przychodzić na imprezy.

Uważa, że nie ma czegoś takiego co nie wypada, czerpać z życia pełnymi garściami można w każdym czasie.

Wirginia Wika Szmyt od 24 lat działa na rzecz seniorów Chce pokazywać ich siłę. Ogólnopolska  Parada Seniorów organizowana od trzech lat w Warszawie to jej pomysł. Chce przywrócić godność seniora i przeciwdziałać wykluczeniu osób dojrzałych. Na jednej z parad niosła hasło Starość przyszłością narodu.

Kiedy po wypadku chodziła z kulami, co nie przeszkadzało jej prowadzić imprez – słyszała jak mówiono – idziemy tańczyć do kulawej. Nie przejmowała się tym, ale wie czym jest sytuacja osoby z niepełnosprawnością, jak wiele jest wtedy ograniczeń w codziennym funkcjonowaniu.

Uważa, że ważna jest aktywność i planowanie każdego dnia. I jeszcze trzy rzeczy: nauka, praca i zabawa – musi być między nimi balans, wtedy jest i zdrowie i radość z życia. Zabawa, relaks daje towarzystwo. Śpiew i taniec, muzyka wyzwalają hormon szczęścia, zapomina się o kłopotach, odpoczywa.

Najstarsza polska didżejka opowiedziała o sobie w książce Jakuba Jabłonki i Pawła Łęczuka DJ Wika. Jest moc! (2016)

Pragnę Wam też powiedzieć, że chcę być dla Was takim „przekazem” i inspiracją, pokazać, że wiek nie przeszkadza w spełnianiu marzeń. Jeżeli człowiek ma marzenia i chęć do życia, to nawet w wieku stu lat może coś robić, oczywiście, jeśli jest sprawny. A żeby być sprawnym, trzeba mieć zaprawę! A żeby mieć zaprawę, nie wolno się lenić! Trzeba być aktywnym, czynnym i nie myśleć o tym, że czas ucieka, tylko o tym, co ja będę robić jutro, jak sobie zagospodaruję kolejny dzień życia. To bardzo ważne. Nie cofać się do przeszłości, nie wspominać tego, co nam się nie udało, ale wierzyć, że teraz nam się uda!

Wirginia Wika Szmyt wystąpiła w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”, który pokazuje historię dziesięciu kobiet, które działają nie ograniczając się wiekiem.
Projekt  współfinansowany jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

Krystyna Mazurówna – tancerka, choreografka, autorka książek autobiograficznych Moje noce z mężczyznami (2012), Burzliwe życie tancerki (2015), Ach, ci faceci (2016),

 

m1

Przeszłość

Kiedy miała 3 lata już wiedziała, że będzie tancerką. Po szkole baletowej szybko zrozumiała, że nie chce pracować w perfekcyjnych schematach tańca klasycznego, bo to ogranicza jej ekspresję. Mazurówna wybrała mało znany wówczas taniec współczesny i jazzowy, założyła zespół tańca nowoczesnego Fantom, w którym realizowała własne pomysły choreograficzne. Od 1968 roku mieszka w Paryżu, gdzie trafiła zmuszona przez władze komunistyczne do emigracji.

Bycie sobą

Kreatywność i własne zdanie są dla Mazurówny najważniejsze. Własny wizerunek buduje na tym, co uznaje za odpowiednie dla siebie. Uważa, że każda osoba jest niepowtarzalna, więc bycie sobą to jedynie słuszna droga, wtedy można czuć się pewnie. „Nie wypada”, „Powinnam”, „Należy” – już dawno nie istnieją w słowniku Mazurówny. Na przykład nigdy nie interesowało ją bycie elegancką damą. Sama wybierała jak chce się czesać, ubierać i co chce robić. Nudne prace zmieniała na bardziej interesujące. Wykonywała ponad 30 zawodów, a wszystkie z takim samym zaangażowaniem i pasją. Dziś nadal Mazurównę interesują nowe wyzwania, możliwości, sposoby wyrażania siebie. Dużo podróżuje, tylko w czerwcu 2016 roku odbyła 17 podróży lotniczych. Spotyka się z czytelnikami swoich książek, ze słuchaczami Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Prowadzi wykłady, jest członkinią jury w pokazach mody, występuje na kongresach feministycznych.

Odwaga

Z wiekiem wzrasta odwaga. Doświadczenie zawsze wzmacnia. – Teraz nie boję się niczego – mówi Mazurówna w filmie „Założę czerwone spodnie”. Z wiekiem rośnie też, według Mazurówny poczucie bezpieczeństwa, pewność i świadomość siebie, asertywność oraz zaufanie do swoich możliwości. Dla Mazurówny ważne jest to, że sama decyduje o swoich losach, że wszystko jest zależne wyłącznie od niej samej. Nie ma marzeń – ma plany. Walczy o równe prawa, o demokrację, popiera związki partnerskie.

Miłość

Najpiękniejsza choć absurdalna rzecz w życiu ze względu na to, co w nas wyzwala i do czego prowadzi, mówi o miłości Mazurówna. Zawsze, niezależnie od rozwoju zdarzeń, może być to piękne uczucie. Szczególnie stan zakochania. Mazurówna radzi zamknąć oczy i iść za głosem serca i intuicji, niezależnie od wieku. Na romantyczno-erotyczne przygody nigdy nie jest za późno.

Wiek

Wiek nie ma żadnego znaczenia, w żadnym wypadku, podkreśla Mazurówna. Dotyczy to wszystkiego co robimy, jak się ubieramy i zachowujemy. Chciała napisać książkę pt. „Życie zaczyna się po 70-tce”, ale nie może znaleźć wydawcy. Nie rozumie dlaczego, bo przecież sama jest przykładem, że tytuł jest prawdziwy. Mazurówna została modelką po 70 roku życia, napisała trzy książki i pisze kolejną, już myśli o piątej i ma pomysł na szóstą. Uważa, że nie ma granic, a jedynie z czym w tym wieku warto walczyć, to ze sobą, żeby nie zostać na kanapie z myślą, że już nic nie warto. Trzy razy w tygodniu chodzi na siłownię, korzysta z zabiegów kosmetycznych, używa dobrych kremów.

Cały czas podkreśla, że najważniejsze to samej decydować o tym, co się chce i lubi robić w swoim życiu niezależnie od wieku.

 

Krystyna Mazurówna wystąpiła w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”, który pokazuje historię dziesięciu kobiet nie ograniczających się wiekiem
Projekt  współfinansowany jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

15337454_298257023908765_375730677911079939_n

Pokazy przedpremierowe oraz premiera za nami.
Nie mogłyśmy/liśmy dotrzeć z filmem wszędzie, czego bardzo żałujemy, ale mamy do rozdysponowania 300 płyt DVD z filmem
pt. ” Założę czerwone spodnie”.
UWAGA film także w wersji dostosowanej dla osób niedosłyszących i niedowidzących.
Kto może otrzymać płytę?
Otrzymają ją organizacje formalne i nieformalne, które zdeklarują się zorganizować pokaz filmu dla swojej społeczności w 2017 roku.
Adres oraz deklarację zorganizowania pokazu prosimy przesłać na adres email: stowarzyszenie.waga@gmail.com ,
temat: Założę czerwone spodnie DVD
Zgłoszenia przyjmowane będą do 20 grudnia 2016 r.

 

O potrzebach dojrzałych kobiet, edukacji i żeńskim potencjale mówi prof. Ewa Graczyk, literaturoznawczyni, eseistka, feministka i jedna z bohaterek filmu „Założę czerwone spodnie”.

 graczyk

Kiedy uznała Pani, że warto zaangażować się w działania na rzecz kobiet?

Miałam w życiu taki moment, dla mnie ważny i przełomowy. Byłam we Francji lektorką języka polskiego i tam, w Tuluzie obserwowałam ruchy feministyczne, język lewicy mocniejszy, niż w Polsce. Po powrocie do kraju w 1998 roku pewne rzeczy, które wcześniej widziałam słabo – odżyły, np. konserwatyzm języka i brak obecności kobiet w życiu publicznym. We Francji czytałam feministyczne teksty, które bardzo mi się podobały. W Polsce miałam poczucie, że kobiety są dyskryminowane. Właściwie miałam je zawsze, ale dzięki pobytowi we Francji zrozumiałam to. Usiłowałam więc działać, najpierw na uczelni. Razem z moją koleżanką Moniką Pomirską z którą się wtedy zaprzyjaźniłam, zorganizowałyśmy konferencję feministyczną o Kopciuszku i to było wielkie wydarzenie na Uniwersytecie Gdańskim. A potem razem założyłyśmy koło Gender Studies i zaczęłyśmy organizować manify. Oczywiście trwała wielka dyskusja, czy je robić, czy już do tego dojrzałyśmy. I tak od 2000 roku ciągle działam

 

A jak Pani sądzi, jakiej edukacji potrzeba kobietom teraz? Gdzie widzi Pani tę potrzebę działania?

Właściwie na każdym polu, np. w szkole. Na pewno szkoła powinna być inna, nie powinna stwarzać barier genderowych. I chłopcy i dziewczynki powinni się uczyć, że mogą robić to, co chcą, że te wszystkie podziały na funkcje kobiece i męskie są absurdalne albo przynajmniej bardzo przestarzałe. Szkoła nie powinna konserwować tych podziałów.

I potem na uczelniach i w mediach społecznościowych, i reklama ma ogromne znaczenie. W tej chwili np. obserwuję wysyp złośliwych i mizoginistycznych reklam, które bardzo mnie denerwują.

 

A dojrzałe kobiety? Czego potrzebują?

Myślę, że w gruncie rzeczy  kobiety które nie są już młode powinny sobie uświadomić, z punktu widzenia swojego doświadczenia życiowego, że to może być wspaniały czas, wiek. Wtedy pewne rzeczy się wie, rozumie, a przesądy i stereotypy nie są takie straszne. Można mieć do nich stosunek zupełnie inny, mądrzejszy, niż w młodości. Także myślę, że kobiety dojrzałe i stare powinny sobie uświadomić, jaka jest w nich siła. W nas. Ogromna. Potencjalna, ale jest.

 

Ale jak uczyć siły, jak ją pokazywać, edukować o niej?

Ja myślę, że nawet specjalnie jej uczyć nie trzeba, tylko dodawać kobietom pewności siebie. Myślę, że wiele kobiet ma intuicję, że mogą, że potrafią. Może wystarczy powiedzieć: nie mylisz się, masz rację, możesz, potrafisz. Mówię tu o kobietach mających zmysł społeczny, etyczny, które chciałyby coś robić. Bo egoistycznych kobiet, tak jak mężczyzn, jest wiele. Nie przejmowałabym się nimi tak bardzo. Mówiłabym do tych, które mogą coś zmienić, w których jest ten potencjał, a myślę że takich jest bardzo dużo.

 

Jak Pani sądzi, czy Kongres Kobiet jest miejscem, gdzie kobiety się edukują, działają?

Myślę, że występy wielu kobiet które coś osiągnęły, prezentujących swoją postawę – są wspaniałym przykładem, że ja mogę i ty też możesz. Gdyby zrobić sondaż na temat tego, co kobiety wyciągnęły dla siebie z takiego Kongresu, to każda by znalazła swój moment pobudzenia do startu, przekonanie, że coś może zmienić, zreformować w swoim życiu. To wielka zachęta do przełamania barier w których wciąż tkwi wiele kobiet.

 

A jak Pani zachęciłaby kobiety do tego, żeby działać?

Kobiety są bardzo potrzebne w życiu społecznym i politycznym; pamiętające o swoim doświadczeniu życiowym, nie przebierające się za mężczyzn, tylko będące sobą. Polityka kobiet ma sens wtedy, gdy polityk kobieta prowadzi za sobą mnóstwo drażliwych społecznych kwestii, które powinny być rozwiązywane. Jeżeli kobieta działa jak Margaret Thatcher to niech się wypcha.

Polityka potrzebuje kobiet. Ten świat naprawdę mógłby wyglądać inaczej.

 

Historię Ewy Graczyk poznamy w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”. Prof. Graczyk wystąpi w nim, jako jedna z dziesięciu kobiet, których nie ogranicza wiek.
Zadanie współfinansowane jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.
 (materiały promocyjne filmu)

Serdecznie zapraszamy na premierę filmu. Wstęp wolny.

ecsplakat

Dla jednych codzienność, dla drugich ekstrawagancja. Ubrać wyraziste, czerwone spodnie w wieku ponad 60 lat to… odwaga! Ruszył projekt Stowarzyszenia WAGA „Założę czerwone spodnie” mobilizujący kobiety – seniorki do podjęcia odważnych kroków.

Jedna jest tancerką, druga DJ-ką. Obie… po 60. roku życia! Radosne, pełne życia i realizujące swoje marzenia. Organizatorzy akcji „Założę czerwone spodnie” chcą pokazać, że to nie wiek ogranicza nasze możliwości, a stygmatyzowanie i przypisywanie stereotypowych ról.

 

Aktywne i odważne kobiety – seniorki są bohaterkami filmu dokumentalnego, który powstaje w ramach projektu „Założę czerwone spodnie”. Wszystko zaczęło się od Trójmiejskiej Akcji Kobiecej „Tak. Odważę się”, podczas której kobiety wypisywały na kartkach hasła – na co się odważą. Jedna z uczestniczek, będąca po 60. roku życia, napisała „Odważę się założyć czerwone spodnie”.

W filmie zostaną pokazane kobiety, które podjęły wyzwanie i zaczęły realizować swoje małe i duże marzenia. Jedne – ubrały tytułowe, czerwone spodnie, inne wystartowały w wyborach samorządowych. Wszystkie po 60. roku życia. Ważne, by pokazać przykłady osób w dojrzałym wieku, które są aktywne oraz przełamały stereotypy.

 

– Poprzez pokazanie w filmie dokumentalnym aktywnych i odważnych kobiet 60+, chcemy zainspirować inne seniorki do uwierzenia w siebie i podjęcia kroków, które mogą zmienić ich myślenie o sobie i swoim życiu – podkreśla Elżbieta Jachlewska, pomysłodawczyni projektu. – Jest to o tyle ważne, że problem wykluczenia, który dotyka osoby starsze obejmuje izolację społeczną, mocne ograniczenia korzystania z nowych technologii, niechęć do instytucji publicznych, brak wiary w swoje możliwości, brak wparcia ze strony osób bliskich, obawa przed oceną sąsiadów, poczucie samotności – dodaje Jachlewska.

Brak aktywności oraz wykluczenie kobiet starszych w przestrzeni społecznej, skutkuje niedostrzeganiem ich potrzeb, jak np. brak oferty odzieży modnej, ale dostosowanej dla dojrzałego wieku, brak oferty rozrywkowej, turystycznej, kulturalnej.

 

W rzeczywistości XXI wieku to media kreują trendy i tego rodzaju przekaz najłatwiej trafia do grupy docelowej. Stąd pomysł pokazania, że „można inaczej” właśnie poprzez film dokumentalny pokazujący konkretne przykłady kobiet, które po 60. roku życia odważyły się miksować, jako DJ,  tańczyć kankana, założyć klub seniora, szyć kapelusze, czy przetłumaczyć pierwszą książkę w swoim życiu.

 

dl-ecs

Zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie 28 listopada 2016, godz. 18,00 ECS – Audytorium na premierę filmu dokumentalnego ” Założę czerwone spodnie”  w reżyserii Elżbiety Rutkowskiej.

trailer: https://www.youtube.com/watch?v=G74vnfhsFgY

FB : https://www.facebook.com/zalozeczerwonespodnie/

 

Zadanie współfinansowane jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

                                      

Zgodziła się Pani być jedną z bohaterek projektu „Założę czerwone spodnie”, Pani wypowiedź zobaczymy w filmie dokumentalnym o tym samym tytule, który demaskuje stereotypy dotyczące kobiet dojrzałych. Co dla Pani jest teraz „czerwonymi spodniami”?

Te stereotypy mówią, że pewnych rzeczy już w naszym wieku nie wypada robić, nie wypada założyć np. czerwonych spodni. Przy okazji tego wydarzenia zwróciłam uwagę, że jednak dużo kobiet w starszym wieku chodzi w czerwonych spodniach. Część kobiet nie boi się „poszaleć”, jeśli chodzi o ubiór, o zewnętrzność.

02

Teraz jestem gotowa na wszystko, czerwone spodnie to już właściwie pestka (śmiech). Znajomi mówią, że spokojnie mogłabym być anarchistką. Protestuję, manifestuję, jeżdżę na rowerze z flagami, jestem tam gdzie „walka”.

Niewiele jest rzeczy, które by mnie ograniczały. Na stare lata można robić wszystko o czym się marzyło – bo właśnie teraz już można, bo mało czasu, bo „z górki” i trzeba się spieszyć. Owszem, jest problem, że mogą tego nie zaakceptować dzieci, albo można usłyszeć „odbiło jej na stare lata”, albo „nie wyszło jej z życiem rodzinnym to teraz pcha się w działania społeczno-polityczne”.

Moja wnuczka Ula mówi: „Babcia, ty jesteś na każdej manifestacji”, to już oczywiste w mojej rodzinie. Nie jestem typową babcią, która siedzi w domu, wychowuje wnuki, gotuje, piecze ciasta i ogląda seriale telewizyjne choć takie babcie są mile widziane. Z wnuczkami szyjemy ubranka dla lalek na Strajk Kobiet…

Działalność społeczno-polityczna jest dla mnie działaniem sprawczym. Mam nadzieję, że może w ten sposób coś się uda zmienić w świecie pełnym niesprawiedliwości i nierówności społecznych, że dokładam swoją cegiełkę do budowania lepszego świata.

Coraz więcej  jest kobiet seniorek, które chcą robić coś dla siebie. Prowadziłam zajęcia plastyczne dla seniorek z art-recyklingu w Warsztacie Warszawskim i widziałam z jaką radością kobiety dojrzałe odkrywają w sobie talenty plastyczne.

Też aktorskie. Fascynuje mnie teatr, teraz jestem związana z teatralnym projektem „Scena dla Twardziela”, który na warsztat bierze opresje dotyczące pojęcia męskości i kobiecości. Ten teatr dla uciśnionych angażuje widzów, którzy wchodząc w interakcję próbują wpłynąć na trudne losy głównego bohatera. Zaczęłam od teatru seniorek, grałam też w bardzo ważnym społecznie spektaklu „Gwałt.Głosy” w Teatrze Powszechnym.

Bardzo często w tych wszystkich środowiskach jestem jedną z najstarszych osób, przez co czuję się młoda. Wśród młodych zapomina się o wieku. Ograniczeniem może być sprawność fizyczna, czego doświadczyłam w performansie „ Rekonstrukcja Okrągłego Stołu”- projekcie Grzegorza Laszuka z Komuny Warszawa – jako grupa stolarzy i stolarek m.in. wchodziliśmy często na stoły i wtedy poczułam, że jestem „sprawna inaczej”…

Kiedyś bałam się różnych rzeczy, że sobie nie poradzę, nie wierzyłam w siebie, wydawało mi się, że jestem nieodpowiednia, niekompetentna, niezdolna. Na starość człowiekowi mija wiele kompleksów.

Jestem osobą bardzo aktywną, a właściwie myślę, że całe życie nią byłam mimo zahamowań i  nieśmiałości ciągnęło mnie do społecznego działania. Kiedy byłam dzieckiem mieszkaliśmy na osiedlu, gdzie było dużo dzieciaków, których rodzice pracowali. Zawsze coś organizowałam np. teatry, zabawy a dzieci chętnie mnie słuchały.

Kiedy mieszkałam na wsi (więcej na ten temat w filmie „Założę czerwone spodnie), nie do końca mogłam się spełniać. Musiałam mieć akceptację męża na to co robię albo narażać się na kłótnie. Pamiętam chciałam pomóc organizować w szkole izbę regionalną a mąż był na mnie za to wściekły, bo sam gromadził dużo regionalnych przedmiotów i nie chciał, żeby trafiały w inne miejsca. Takie przykłady ograniczania mojej wolności mogłabym mnożyć…

Przez 20 lat naszego wspólnego życia, nie potrafiłam powiedzieć dość, to już koniec. Dopiero kiedy umarła miłość, kiedy pozostał mi już tylko strach, wróciłam do Warszawy. Wtedy zobaczyłam swój ogromny bunt i bardzo chciałam poznać środowiska feministyczne, żeby zacząć walczyć o prawa kobiet. Na stare lata odzyskałam bezkompromisową, młodzieżową butę i chęć do walki. Ze swoimi transparentami biegałam na manify i parady. Stałam z tymi swoimi hasłami pod platformą feministek, chciałam, żeby mnie zauważyły i wzięły ze sobą. Po latach okazało się, że widziały, zauważyły, a nawet rok temu Basia Nowacka przysłała mi zdjęcie, na którym widać jak samotnie stoję z tym swoim transparentem. Kiedy kupiłam sobie komputer świat mi się otworzył – jestem w Zielonych, poznałam wytęsknione środowiska feministyczne. Naprawdę marzenia się spełniają.

Co jest teraz dla Pani największym wyzwaniem?

Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Może nie nazwę tego wyzwaniem ale sfera seksualności ludzi starszych jest pewnym tabu, choć ja nie boję się o tym mówić. Stawiane są nam granice, dotyka nas ostracyzm, że my starzy już nie powinniśmy w ogóle poruszać tego tematu, mówić, kochać.

Współpracowałam z teatrem seniorek –  przygotowałyśmy scenki z naszego życia, ja wymyśliłam scenkę, w której mam plakat z hasłem „Więcej seksu dla seniorek”. Bardzo się to wszystkim podobało, a widzowie, którymi były głównie osoby starsze byli zachwyceni, fotografowali się z nim. Później poszłam z tym hasłem na manifę i też był bardzo przyjazny odbiór uczestników. Niestety hejt jaki za tym poszedł pod zdjęciami na facebooku był niewiarygodny. Autorami byli młodzi ludzie… przemoc słowna była porażająca.

Pani przepis na dobre samopoczucie osoby dojrzałej?

Zdrowie, chęć życia, miłość do ludzi – za dużo w nas wzajemnej złości a często bezinteresownej nienawiści. Lubię ludzi, być wśród nich, wciąż poznawać nowych.

Mieć dach nad głową i pieniądze na godne życie bo bieda poniża, obiera godność. Samodzielność też daje dobre samopoczucie.

Wsparcie najbliższych bardzo pomaga.

Brakuje mi ciągle czasu, chciałabym mieć go więcej, bo tak się zaangażowałam w działalność społeczno-polityczną, że mam bardzo mało czasu na swoje prace plastyczne.

Czasem marzę,  żeby mieć swoją pracownię i zająć się tylko malowaniem, bo wciąż mam dużo pomysłów, a potem racjonalizuję, że przecież ja bym się strasznie sama nudziła. Bardzo chciałabym zrobić podobny cykl jak malarstwo na betonie „Współuzależniona miłość”, bo to było bardzo ważne w moim życiu i twórczości.

Przyjeżdżając do Warszawy myślałam, że coś tu scalę w relacjach i układach rodzinnych, ale okazuje się,  że choroba alkoholowa niszczy tak dramatycznie, że nawet rozstanie nie pomoże ani wieloletnia terapia.

W filmie „Założę czerwone spodnie” mówi Pani, że jedną z rzeczy, które chciałaby Pani jeszcze zrobić to zorganizowanie wspólnego obiadu, z byłymi mężami, ich rodzinami, żonami, wnukami? Po co Pani takie spotkanie?

Bo to jest strasznie fajne, że się miało trzech mężów i fajnie jest utrzymywać z nimi i ich rodzinami, dziećmi, żonami kontakty – a my nawet lubimy się na swój sposób. Z mężem, z którym było mi najtrudniej teraz rozmawiamy, choć zajęło nam to sporo czasu. Na weselu córki śpiewaliśmy po góralsku – czyli trójka moich dzieci (mają piękne mocne głosy), ja i drugi mąż ; szkoda, że trzeci wyszedł wcześniej bo z pewnością też by z nami śpiewał…

Na chwilę jesteśmy na tym świecie i tylko na chwilę jak napisała Wisława Szymborska i warto te chwile tworzyć…

 

Elżbieta Hołoweńko wystąpi w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”, który pokazuje historię dziesięciu kobiet, których nie ogranicza wiek.

Projekt  współfinansowany jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

Ich specjałami objada się cała gmina. Z okazji Święta Miodu Pszczółkowskiego wykonują taniec pszczół. Jednak ich pokazowy numer to kankan, show, na który czekają wszyscy znający repertuar Koła Gospodyń Wiejskich ze Skowarcza.

 03

W Dniu Ziemniaka robią kluski śląskie, placki po cygańsku, pierogi ruskie i kopytka, którymi objada się cała gmina. Z okazji Święta Miodu Pszczółkowskiego wykonują taniec pszczół. Jednak ich pokazowy numer to kankan, show, na który czekają wszyscy znający repertuar Koła Gospodyń Wiejskich ze Skowarcza.

Czy kobiety po 60. mogą tańczyć kankana? A co innego możemy robić po 60., jak nie tańczyć kankana?- śmieje się Krystyna Narożnik, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Skowarczu. – To jest dla nas bardzo wyzwalający taniec, i nie tylko dla nas. Mieszkańcy, gdy pierwszy raz to zobaczyli, nie mogli przestać bić braw, chcieli bis. Dla nas jest to bardzo miłe i choć repertuar mamy spory, to kankan jest naszym pokazowym numerem. Gdziekolwiek nie pojedziemy, wszyscy są nim zachwyceni, w szkołach, w izbach rolniczych, na otwarciu Jarmarku Dominikańskiego. No właśnie, dwa lata temu otwierałyśmy jarmark kankanem. Kankan to nasza wizytówka.

Historia nowego Koła Gospodyń Wiejskich w Skowarczu odrodziła się 10 lat temu. Wcześniej koło działało przez pół wieku, po czym nastała przerwa. Po dwóch latach panie postanowiły coś z tym zrobić.

Dziewczyny zebrały się przy dwóch stołach, naradziły i działamy wspólnie już te dziesięć lat – mówi pani Krystyna. – W tej wiosce już nic się nie działo, a przecież liczba mieszkańców rośnie, trzeba coś robić. Obecnie jest nas 27 członkiń, spotykamy się przeważnie raz w miesiącu, ale jak trzeba, to i częściej. Naszym miejscem jest sala wiejska udostępniona nam przez wójcinę Pszczółek, a ja jestem animatorką zajęć wszelakich. Przychodzą do nas także panie po 80., które wcześniej działały w Kole i przyglądają się, jak wygląda to współcześnie. Bo kiedyś działalność takich gospodyń polegała na tym, żeby kapustę zakisić, sałatkę zrobić i…to wszystko. Dziś wygląda to jednak trochę inaczej. Np. na takim Dniu Ziemniaka ludzie nie mieszczą się w sali, niektórzy wychodzą i wracają tylko na tańce. Takie jest zainteresowanie.

Zdaniem Narożnik działalność Koła jest dziś niezwykle ważna. Dlaczego? Bo przede wszystkim łączy ludzi, nie tylko zrzeszone gospodynie.

Małe dzieci tańczą u nas balet, ok. 30 osób jest w sekcji karate, jest fitness i nawet siedemdziesięciolatki ćwiczą – wymienia Narożnik. – Koło Gospodyń Wiejskich pełni bardzo ważną rolę, jest potrzebne tej miejscowości, nawet całej gminie. Bierzemy udział w różnych imprezach, przygotowujemy cateringi, pieczemy ciasta. Bierzemy też udział w pisaniu projektów i w ten oto sposób dostałyśmy pieniądze na sprzęt nagłaśniający salę, laptopa, grilla na imprezy plenerowe i namiot, który zabieramy ze sobą wszędzie, gdzie chwalimy się swoimi specjałami.

Kiedyś Krystyna Narożnik była rolniczką. Teraz gospodarstwo oddała w dzierżawę, sama biorąc się za działalność społeczną.

Jestem osobą komunikatywną, dogadam się z każdym – uważa gospodyni. – Dzwonię do dziewczyn i one w dwie godziny są, wszystkie. Dobrze się w tym wszystkim czuję, w urzędzie gminy mam duże wsparcie. Nie jestem sama. Ludzie spotykają mnie na ulicy i mówią: Pani Krysiu, co słychać? I to jest miłe.

Recepta na życie?

Dalej robić swoje – mówi Narożnik. – Po 60. roku życia ważna jest energia i muszę powiedzieć, że jest w nas coś takiego, że czujemy się młodsze, wcale nie po 60. To daje nam siłę. Widzę także tę wartość we wspólnym działaniu, pomagamy sobie nawzajem, reprezentujemy naszą gminę. No i ten kankan! Ludzie czekają na naszego kankana! Czy się zmieniłam? Chyba nie. Zawsze byłam otwarta, może po prostu więcej się udzielam dla innych? Dziewczyny są bardzo zgrane, czasem się poprztykamy, ale dzwonię i mówię: nie obrażaj się, życie jest takie krótkie, nie warto. I już jest dobrze, już się na siebie nie gniewamy. Warto się odważyć dla innych ludzi, żeby mieli gdzie przyjść. Myślę, że odniosłyśmy sukces. A na co bym się odważyła ja, sama? Na nic, ja muszę być z tym Kołem. Wycieczka, bardzo chętnie, ale z dziewczynami! Czy widzę siebie bez nich? Też nie. Mówią o mnie społecznica, ja tylko w tereny. Ale co zrobić? Widać jestem kobieta terenowa!

Historię Krystyny Narożnik z Koła Gospodyń Wiejskich w Skowarczu poznamy w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”. Narożnik wystąpi w nim, jako jedna z dziesięciu kobiet, których nie ogranicza wiek.

Zadanie współfinansowane jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

(materiały promocyjne filmu)

Organizują warsztaty, zwiedzają, jeżdżą na wycieczki, pływają statkiem i kręcą filmy. Na Biskupiej Górce dzieje się!

1

Choć średnia wieku wynosi powyżej 60 lat, aktywności tam nie brakuje. W Domu Sąsiedzkim przy Biskupiej 4 w Gdańsku kolejne wydarzenia integrujące lokalną społeczność zmieniają się, jak w kalejdoskopie.

Przede wszystkim naszym wiodącym celem są prawa kobiet, równouprawnienie, zmniejszenie dyskryminacji i poszukiwanie sposobów na aktywizację kobiet – wymienia Anna Butrym, jedna z gospodyń Domu Sąsiedzkiego przy Biskupiej 4 działającego pod skrzydłami Stowarzyszenia WAGA. – Tych sposobów jest sporo, tak jak naszych projektów, które zaktywizowały już wiele kobiet. Przy okazji działamy też na rzecz społeczności lokalnej. Mamy klub seniorów pod nazwą „Senioryci”, mamy warsztaty odbywające się w zależności od potrzeb mieszkańców; raz są to warsztaty plastyczne, raz muzyczne. Jest też sekcja teatralna, biblioteka gdzie można przyjść i wypożyczyć książkę, poczytać. Mamy cotygodniowe spotkania, gimnastykę, jogę – dużo się dzieje i dążymy do tego, żeby było nas jak najwięcej.

Jako Stowarzyszenie WAGA na Biskupiej Górce działają od 2012 roku. Siedziba najpierw mieściła się przy ulicy Biskupiej 35, a głównym kierunkiem Stowarzyszenia były działania ogólnomiejskie i ogólnopolskie na rzecz praw kobiet i równouprawnienia.

Szybko jednak pomyślałyśmy, że chciałybyśmy szczególnie zaktywizować seniorów, którzy siedzą w domach i oczekują jakiejś zachęty, pretekstu do wyjścia z niego – mówi Butrym. – W tak zamkniętej enklawie, jaką jest Biskupia Górka, trudno jest wyjść z własną inicjatywą i naszym celem była zmiana tego. Dlatego po przeprowadzce na Biskupią 4 powstał tam Dom Sąsiedzki i w nim działamy na rzecz całej lokalnej społeczności.

Jednak wyciągnąć z domów ich mieszkańców nie jest prosto.

Zapraszamy na spotkania przy kawie, na projekcje filmów, czy organizację urodzin Brunona Zwary, bohatera tego osiedla – mówi Butrym. – Było trudno, teraz jest trochę łatwiej, teraz panie czekają kiedy będzie wtorek, godzina 16, żebyśmy mogły się spotkać. Na tych spotkaniach rozmawiamy o różnych rzeczach, problemach i sprawach nurtujących mieszkańców, pytamy, czego by chcieli. Wychodzimy na zewnątrz, mieliśmy akcję sadzenia kwiatów, czyli „Biskupia Górka Zakwitnie”. Te kwiaty rozjaśniają osiedle, ono żyje i jest kolorowe. W nasze akcje wciągamy też dzieci. Niedawno budowały roboty podczas akcji „Robot też człowiek”, a potem powstał o tym świetny film, w którym roboty spacerowały po ulicach Biskupiej Górki.

Film „ul. Biskupia”, powstały z inicjatywy seniorek i w którym one same są jego bohaterkami, dostał 1 nagrodę w konkursie „Filmujemy Gdańsk!”.

Przełamujemy schematy, walczymy ze stereotypami, dajemy seniorkom siłę i one to pokazują swoim działaniem, zachowaniem. Mówią: „jestem tu, odważna, pełna energii i pozytywnego nastawienia” – uważa Butrym. – Bo jak inaczej powiedzieć o starszej pani, która idzie o lasce, a chce jej się schylić i wyrwać chwasta. To jest tak pozytywne, że coś się jednak chce, że chcą działać, chcą robić! To takie kawałeczki: tu kwiatka posadzić, tu chwasta wyrwać, coś zmienić. I to jest bardzo dobre, że te kobiety mają taką moc, że nie są odstawione na boczny tor. Dla mnie to jest życie, sąsiedzkie życie, jeden drugiego zna i są dla siebie ważni. Mnie to bardzo cieszy. Bo cóż, pozamykamy się w domach i co?

Nasze seniorki wzięły też udział w paradzie seniorów, odważyły się, pojechały do Warszawy, poubierały się w różne kapelusze i poszły – opowiada Butrym. – Pozytywne nastawienie to podstawa. To jest radosne, fajne, a nasze wnuki i dzieci widzą, jak można spędzać czas. Nie trzeba siedzieć przed telewizorem, z drutami. Można przyjść do WAGI np. na darcie pierza i wspólnie zrobić zabawkę czy choinkową ozdobę. Mamy sporo akcji, które integrują. To jest właśnie wyjście do ludzi.

Zdaniem Anny Butrym dzięki tym akcjom panie z Biskupiej przełamały barierę wstydu.

Zaczepiają się na ulicy, uśmiechają się do siebie; ludzie na Biskupiej nie są już anonimowi – mówi Butrym. – Jedną z pań, sędziwą seniorkę przyprowadza syn i wspaniałe jest to, że ona jest wśród nas. Seniorzy przełamali barierę myślenia typu: jesteśmy starzy, więc powinniśmy siedzieć w domu. Obalamy mit, że seniorki to osoby wycofane. Do wielu nie docieramy, ale wierzę, że znajdziemy sposób na to, żeby ich do siebie przyciągnąć. Kiedy wychodzimy na spacer albo robimy grilla w ogródku inni nas widzą i zaczynają się nami interesować. Patrzą: a co tu się dzieje fajnego? Więc my zapraszamy, przychodźcie, zobaczcie, co takiego fajnego jest na Biskupiej Górce.

Co dla Butrym jest w tym wszystkim ważne?

Zaktywizowanie innych osób aktywizuje także mnie samą; w końcu także jestem seniorką – uśmiecha się Butrym. – Daje mi to pozytywne nastawienie, więcej radości, bo wokół dzieje się dużo fajnych rzeczy. Poprzez kontakt z innymi seniorami realizuję też swoje marzenia, choćby to na co nie miałam dotąd czasu: spacer z przewodnikiem po starówce, pójście do teatru z koleżankami seniorkami, wspólny rejs statkiem, spacery śladami gotyku gdańskiego. Daje mi to wielką radochę. Ja sama się realizuję. Nie trzeba marzyć o wycieczce dookoła świata, wystarczy przejść się Długą z przewodnikiem i koleżankami i też jest świetnie. One działają na mnie, ja na nie. Działamy na siebie dodatnio!

Historię seniorek z Domu Sąsiedzkiego na Biskupiej Górce w Gdańsku poznamy w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”. Anna Butrym wystąpi w nim, jako jedna z dziesięciu kobiet, których nie ogranicza wiek.

Zadanie współfinansowane jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

 

(materiały promocyjne filmu)

W latach 80. tłumaczyła solidarnościową dokumentację, a na emeryturze postanowiła przetłumaczyć książkę o Polkach. Pomogły jej w tym treningi pamięci dla seniorów.

22

Podobno wszystko zaczęło się niebanalnie, bo od tłumaczenia materiałów dla „Solidarności”. Tak było?

Zawsze byłam blisko tego, co się działo w Polsce. W 1956 roku, w czerwcu, po szkole pojechałam na wakacje do dziadków do Poznania. Stałam akurat na targu, gdy przechodził pochód z zakrwawionym sztandarem. Śpiewali „Rotę”. Jedynym wyjątkiem, kiedy nie brałam udziału w czymkolwiek, był marzec 1968 roku; urodziłam wtedy syna. W latach 80. w solidarnościowej zawierusze znalazłam się całkiem z przypadku i tak już zostałam. Szukali tłumaczy, ja znałam francuski, a Francja była wtedy bardzo zainteresowana tym, co działo się w Polsce; w końcu oni też mieli swoją rewolucję. We Francji młodzi ludzie na uczelni zbuntowali się przeciw społeczeństwu konsumpcyjnemu. Szukali innego systemu. Jak usłyszeli, co się dzieje w „Solidarności”, bardzo się zaintrygowali. Kraj, w którym robotnicy i chłopi byli przodującą siłą narodu, nagle zbuntował się przeciwko władzy. Francuzi masowo tu przyjeżdżali, byli zainteresowani naszą sytuacją, bardzo nam później pomagali.

 

Wtedy poznała pani francuskiego pisarza i dziennikarza Gérarda Guégana?

Zaraz po podpisaniu porozumień gdańskich. A zaczęło się od pytań o… całowanie w rękę. Czekaliśmy akurat na Lecha Wałęsę i tak od słowa do słowa Guégan powiedział, że jest w Polsce już parę dni i zaintrygowały go polskie kobiety, że chciałby o nich napisać książkę. Stwierdził, że Polki są naprawdę odważne i wiedzą, o co im chodzi. I słusznie, miał rację.

Wrócił w listopadzie i napisał, co chciał, a książka „Polki. Podróż do wnętrza Polski” została wydana we Francji w 1981 roku. Przesłał mi wtedy egzemplarz w okładce „Jak zadbać o zdrowie rodziny”; dla niepoznaki, żeby cenzura przepuściła. U nas publikacja przeszła bez echa.

 

Ale to się na szczęście zmieniło.

 

Cały czas coś się działo, stan wojenny, zjazdy solidarności, więc nie miałam możliwości poświecić tego czasu książce. Książka odeszła w zapomnienie. Dopiero niedawno temat ten wrócił do życia, gdy poznałam młode osoby ze Stowarzyszenia WAGA. Elżbiecie Jachlewskiej spodobały się historie, które jej opowiedziałam. Postanowiła, że trzeba przetłumaczyć książkę i wydać ją na polskim rynku. Przeraziłam się, bo nie jestem już młoda i nigdy nie tłumaczyłam beletrystyki. W dodatku Gérard Guégan, autor „Polek” jest bardzo znanym pisarzem we Francji. Zastanawiałam się i wtedy trafiłam gdzieś na recenzję jego książki, gdzie tytuł – „Polki” – przetłumaczono jako „Polonezy”. Zadałam sobie wtedy pytanie, o czym oni myśleli, o samochodach? Bo chyba nie o kobietach? Zadecydowałam, że powinnam to zrobić.

 

Od czego pani zaczęła?

Zaczęłam chodzić na zajęcia dla seniorów do ośrodka psychogeriatrycznego w Sopocie przy ulicy Rzemieślniczej. Testy zawierały między innymi doskonałe ćwiczenia na synonimy, co przydaje się w tłumaczeniu do złapania melodii zdania; pierwszy z brzegu wyraz nie zawsze ją oddaje. Do tej pory najczęściej tłumaczyłam dokumenty, metryki, prawa jazdy, ale też solidarnościową dokumentację. Jeździłam jako tłumaczka na kongresy, gdzie przyzwyczajona byłam do zupełnie innego słownictwa, a tu było dużo odniesień do literatury światowej, były cytaty,  których musiałam szukać. Na szczęście pomogli mi w tym dobrzy ludzie, wspierało mnie wiele osób. W końcu autor zapowiedział swój przyjazd na sierpień 2015 roku i trzeba było wydać książkę. Tym zajęło się Stowarzyszenie WAGA.

 

A co z treningiem pamięci?

Trening pamięci, który zrodził się z potrzeby pracy nad książką, wszedł mi w nawyk. To jednak nie tylko przypominanie sobie, czy poznawanie nowych słów. To także zwiększenie uwagi na drugiego człowieka, wyjście z rutyny, ze schematu, w który na starość się wpada.

 

Czuje pani dumę z tego, co osiągnęła?

Nie. Ja cały czas nie jestem pewna, czy wszystko dobrze zrobiłam. Nie należę do osób, które czują i widzą swój sukces. Cały czas jeszcze szperam w tej książce i myślę, że można było zrobić to lepiej. Może dlatego, że moi rodzice byli wobec mnie bardzo wymagający? Rzadko jestem z siebie zadowolona. Moim sukcesem jest moje dziecko, syn. A poza tym wielu ludzi nauczyłam języka i to  daje mi satysfakcję, jednak zawsze szukam w sobie braku, czegoś, co źle zrobiłam. Mało to feministyczne, prawda?

 

Ale jakąś cegiełkę pani do tego „muru” dołożyła?

Cieszę się, że mogłam zrobić coś, co wpłynęło na zmiany w Polsce, że mogłam się do tego choć w drobnym fragmencie przyczynić. I chciałabym,  aby to dzieło trwało, żeby tego nie zaprzepaszczono. Mam nadzieję, że ta książka też przyłoży się do tej pamięci, ale nie dlatego, że ja ją przetłumaczyłam tylko dlatego, że jest ważna.

 

Wnioski z pracy nad „Polkami”?

Trzeba kontynuować aktywność nawet, jak jest ciężko. Kiedyś wyobrażałam sobie, jak to poszaleję na emeryturze. I co? Nie miałam już sił, ani psychicznych, ani fizycznych. Ale coś trzeba robić, dla siebie i dla innych, wtedy ma się z życia więcej satysfakcji.

 

Historię Teresy Zabży poznamy w filmie dokumentalnym „Założę czerwone spodnie”. Zabża wystąpi w nim jako jedna z dziesięciu kobiet, których nie ogranicza wiek.

Zadanie współfinansowane jest ze środków otrzymanych z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

 (materiały promocyjne filmu)